www.PoznanHipHop.pl
www.PoznanHipHop.pl

  HipHop Poznań
  design by DobryLot
  programmed by karnet.sc
  © 2000-2012 Kada
  strona należy do projektu PWII
Projekt Wspierania Inicjatyw Internetowych prowadzony jest przez Internet Cable Provider Sp. z o.o.


        Poleca Codzienna Gazeta Muzyczna


        WSPÓŁPRACUJEMY:

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

         

         

       

             
Toruńska Scena Hip Hop
 < Wróć na stronę główną www.poznanhiphop.pl

217 "Dwa Jeden Siedem" (2006)

217 - Dwa Jeden Siedem 01. Intro
02. Zazwyczaj
03. Wierz mi
04. Szeroko feat. WiS
05. Biurko
06. Jutro
07. Mam swoją drogę
08. Wielu z was
09. Mógłbym
10. Daj coś (remix)
11. Lubię
12. Outro

Muzyka: Def, Mały TS (01, 07), Jaksza (04), Misia (09)
Scratche: DJ Polar
Mix, mastering: Alladyn Studio
Label: nielegal, Poznań (20 grudnia 2006)


Być może jedni pomyślą że to efekt zakupu nowego kabla.
Możliwe, że drudzy stwierdzą, że to zasługa magicznej lampy Aladyna.
Ja jednak wnioskuję, że imponujący występ Defa na nowej płycie 217 to wynik wielu refleksji, cierpliwej pracy i rozwoju osobistego. Niestety, w tym entuzjastycznym tonie nie mogę wypowiedzieć się o pozostałych członkach ekipy. Qpal i Maju bowiem, znacznie zaniżają jej poziom i doprawdy nie wiem – czy Def nagrywa z nimi, bo rzeczywiście wierzy w ich talent, czy też są ku temu inne powody, których nijak nie potrafię zgłębić. Obaj, a szczególnie Qpal, nie osiągnęli jeszcze tego stopnia ewolucji muzycznej co Def, co słychać praktycznie na każdym kroku, zarówno w sferze umiejętności technicznych jak i lirycznych. Wciąż jeszcze zmagają się z bitami, podczas gdy oswojony z nimi Def po prostu płynie. Kiedy ten ostatni pokazuje w swoich tekstach kolejny poziom wtajemniczenia w mówieniu o rzeczach ważnych i nieważnych, jego koledzy jaskrawo wręcz, odróżniają się ograniczonymi umiejętnościami w doborze słów. Słychać też wyraźnie, że największy wkład w płytę miał Def. Wszystkie świetne refreny wykonuje właśnie on i przypuszczalnie również od niego pochodzi lwia część pomysłów. Def jest również autorem kilku świetnych bitów. Moja osobista konkluzja może być zatem tylko jedna. Jeśli byłaby to solówka Defa, uznałabym ją za jedną z najbardziej udanych poznańskich nielegali w ostatnim czasie. Dla mnie miałaby wówczas w sobie ten "błysk". A tak, jest po prostu solidną produkcją na dobrym poziomie, godną pochwały, ale nie zachwytu. W moim przekonaniu Def jest w tej chwili na etapie, gdzie powinien rozważyć czego oczekuje w zamian za swój wkład w poznański rap i co tak naprawdę chce osiągnąć. A kiedy już sobie odpowie na te pytania, pozostaje zastanowić się, czy warto ciągnąć za sobą zbędny balast.
Opisana powyżej prawidłowość uderza już przy okazji "Intra". Wspomagany kapitalnym bitem autorstwa Małego TS Def, otwiera płytę pełną energii wiązanką nie tylko świetnie złożonych, ale i ciekawych słów. Zaraz po nim do akcji wkraczają Maju i Qpal, którzy natychmiast spłycają osiągnięcie swego kolegi. Na wyżyny wzbija się tutaj Qpal, który bardzo oryginalnie oznajmia nam że płyta nie jest o politykach, tylko o narkotykach, chlaniu i dziwkach. Dla niektórych może zachęcająco, ale jak się później okazuje mało zgodne z prawdą.
"Zazwyczaj" to kawałek, do którego wykorzystano również jeden z najlepszych bitów na krążku. Dynamiczna i za sprawą zastosowanego sampla nieco orientalna produkcja autorstwa Defa, przykuwa uwagę już od pierwszych minut i buja niesamowicie. W lekkim tematycznie tracku, znów wybija się dynamiczny Def, który wykorzystuje tutaj prosty, ale bardzo fajny w odbiorze zabieg w formowaniu fraz, który przeciąga również na rewelacyjny refren. Nieco gorzej radzi sobie Maju, którego mało odkrywcze rymy trochę rozwlekają się na bicie. Efektu dopełnia niezawodny Qpal, który rapuje tak jakby był po zbyt wielu piwach, lub przeciwnie – zabrakło mu paliwa.
Kawałek "Wierz Mi" otwiera Qpal. Dobrze by było żeby uwierzył wreszcie ludziom, którzy mówią mu, że jego styl zmienił się na gorszy. Czas żeby zrobić coś z tą prowizorką, jak sam nazywa swoje rymy i zbudować coś solidnego! Wcale się nie dziwię że "pisze mało zwrotek i ściemnia, że dogra je potem". Wprawdzie twierdzi, że mu to "zwisa bo i tak robi hita", ale mam nadzieję że szybko zrozumie jak śmiesznie brzmi to w jego ustach! Kilka sekund później Def pokazuje mu jak to się robi – sposób w jaki składa wersy i kładzie je na bit jest lekcją na poziomie jazdy wyższej. Maju, któremu szczerze tego zazdroszczę, twierdzi że bez konieczności pracy ma wszystko czego sobie zażyczy. Niestety, chyba jest w błędzie bo wyraźnie brak mu umiejętności. W tym przypadku chyba będzie jednak musiał dojść do wniosku, że praca uszlachetnia.
"Szeroko" to kolejny kawałek bragga, w którym gościnnie występuje WiS. Wykorzystano do niego nieco toporny bit Jakszy. Maju wyróżnia się tutaj sporą ilością porównań, wśród których zdarzają się całkiem trafione. Bazarowy rap WiSa niczym nie zaskakuje i na pewno nie jest szerzej niż przed rokiem.
"Biurko" to wyjątkowo ciekawy utwór. Solówkę Maja na świetnym bicie Defa, uważam za jedno z jego lepszych wejść. Choć może bez większych sukcesów lirycznych i nieco na bakier z gramatyką, Maju wcielił w życie interesujący pomysł wykorzystania biurka jako przestrzeń do opisania życia. Każdy drobiazg łączy się z pewnymi wspomnieniami, które stanowią element przeszłości. Wszystko układa się w zgrabną całość i pozwala mi wierzyć, że tak jak jego biurko, Maju daje radę. Dodatkową atrakcją są kozackie skrecze w wykonaniu, jak mniemam, DJ Polara.
"Jutro" to jeden z czterech moich ulubionych kawałków na płycie. Rewelacyjny bit i liryka Defa. Opowiada on tutaj o wyborach przed jakimi stawia życie rapera z podziemia i o jego zwykłej codzienności. Proste, lecz interesujące. Niezobowiązujące, lecz skłaniające do zastanowienia się nad sobą. Mój typ.
"Mam Swoją Drogę" to przede wszystkim kolejny porywający bit Małego TS i wpadający w ucho refren Defa. Maju wziął tytuł dosłownie i wykorzystując metaforę drogi życiowej wbił tutaj parę standartowych wersów na ten temat. Def wypełnił swoją drogę muzyką i to co sobą reprezentuje potwierdza jego, jak sam mówi, talent, wiarę i pomysł na to co robi.
Nieco reggae’owy bit z "Wielu Z Was" kompletnie nie przypadł mi do gustu. Maju nie potrafił wykorzystać go do urozmaicenia swojego flow, które brzmi tutaj niczym dziecinna wyliczanka. Zahaczenie o temat tzw. "korzeni" bardzo mu się chwali, jednak nie był w stanie zrobić tego w sposób świeży. Wykorzystywanie motywu szerokich spodni czy 18L żeby udowodnić komuś, że nie jest prawdziwy, nuży już od dawna. "Drop Knowlege" – owszem, ale tutaj potraktowano tą kwestię zbyt powierzchownie. Zwrotka Defa, która ma być "protestem dla słabych zwrotek, mieć podtekst, kontrolować emocje i mieć kontekst" nie do końca spełnia swoje zadania, jednak Def i tak zawyża za jej pomocą poziom kawałka, a w dodatku eksperymentuje ze swoim flow, za co stawiam przy jego ksywie kolejny plus. "Mógłbym" to mój następny ulubiony utwór. Mocnym atutem jest powtórnie zalatujący nieco orientem bit. Def znów rozwija tutaj poważniejsze wątki, co skłania mnie do wyciągnięcia wniosku, że jednak w jakiś sposób stara się wzbogacić swoje bądź co bądź pozbawione głębszych refleksji bragga. Kilka słów o sobie, kilka przestrogi i kilka otuchy – to sprawdzona mieszanka, która z reguły odnosi sukces.
Do "Daj Coś" wykorzystano bujający, aczkolwiek mam wrażenie, że nie do końca dopracowany bit, któremu jednak czegoś brakuje. Kolejne pustosłowie, ale w przypadku Defa ubrane chociaż w ciekawe szmatki. Skoro Qpal już chce przyrównywać siebie do wulkanu, to wolałabym żeby pozostał w stanie uśpienia na wieki, a jeśli już chce czynić erupcje, niech pozostawi je dla kobiet, a oszczędzi słuchaczom. Kwintesencją życia i ostateczną puentą jaką stawia Maju jest "nie pracować i mieć picie". Tak też można – a jak.
"Lubię" to rewelacyjny kawałek na pożegnanie i kolejna świetna produkcja spod ręki Defa. Stanowi następny dowód na to, że w prostocie tkwi największy urok. Spokojny, a nawet nieco leniwy track bez wątpienia jest moim typem. Podoba mi się nawet Maju, który po raz kolejny gubi się w zeznaniach (budzi się bowiem po imprezie w ramionach nieznanej damy, by za chwilę deklarować wierne partnerstwo ;-) ale jego wersy, tak jak w przypadku "Biurka" trafiają do mnie. Cóż, pozostaje mi tylko złożyć szczere gratulacje z okazji obecnych wydarzeń w życiu Maja i życzyć mu wiele szczęścia :).
"Outro" to kilka słów podsumowania jak zwykle – w lepszym i gorszym wydaniu. W sumie można napisać, że koncept na intro i outro jest całkiem ciekawy gdyż w sposób wyraźny spełnia rolę prologu i epilogu, niczym otwarcie i zamknięcie książki, którą się spłodziło. A przecież każda z płyt którą tworzymy, jest w jakiś sposób naszą historią zawartą w kilku trackach, która opowiada o nas w sposób bardziej, lub mniej poważny. I tak było też w tym przypadku. Po prostu – dla każdego coś miłego. Usatysfakcjonowani będą zarówno wielbiciele bragga jak i poszukiwacze umiarkowanie zaangażowanego przekazu.
Na płycie "Operacja Kabel" proponowano, aby jeszcze raz przesłuchać muzyczną wiadomość Kaczego i Defa. Ja jednak z tego nie skorzystałam i jak najprędzej usunęłam ją z mojej poczty głosowej. Z "Dwa Jeden Siedem" będzie jednak inaczej. Z pewnością produkcja ta pozostanie na mojej półce i nie raz do niej wrócę. I przychylam się do prośby chłopaków aby kupić ich nielegala. Bo dobry, solidny poznański rap trzeba wspierać. Bez wątpienia.

Honcia