Zapiera dech w piersiach? Na pewno. Kiedy chłopaki rymują to chce się powiedzieć: "no weź już wreszcie oddech". Z pewnością niezła pojemność płuc jest atutem i można to usłyszeć już w kawałku "52". Nie zmienia to jednak faktu, iż flow jako taki jest pojęciem względnym, bo przeważnie rymy to klepanie tekstu w konwencji "co mi zrobisz jak mnie złapiesz?". Razi mnie brak mocnego podbicia basów, co sprawia, iż co chwilę mam wrażenie, że w danym momencie powinien wejść bas, którego w rzeczywistości tam nie ma. Rymy są często za długie i nie kończą się na końcach taktów, tylko gdzieś w połowie następnego, co powoduje większy chaos i niezrozumienie, ale także skłania do uważniejszego wsłuchania się. Dominują znamienne metaliczne, klockowe uderzenia. Choć sample i motywy są całkiem dobre ("Pomyśl", "Wali mnie!", "Chyba widziałem kotka", "Nie trudno jest powiedzieć"), to marnują się w takiej oprawie. Tematycznie zróżnicowana.
Można posłuchać, aczkolwiek "Najwyższa..." sprawia wrażenie nieuporządkowanej próby zrobienia "czegoś" i choć techniczne możliwości obu panów są całkiem znaczne, to wymagają oszlifowania. Kto wie, czy po takiej obróbce nie ukaże nam się drogocenny diament?
Kada
...to fatalne nagrania, źle wyeksponowane wokale i kiepsko podana muzyka... pełna zajebistych pomysłów i wprost fenomenalnych rymów...
Kolejny jasny punkt na mapie Poznania - tym razem Dębiec pokazuje co potrafi. Tutejszą jakość prezentują Hans i Deep. Najwyższa Instancja to fatalne nagranie, źle wyeksponowane wokale i kiepsko podana muzyka... pełna zajebistych pomysłów i wprost fenomenalnych rymów. Intro, wiadomo, klasyczne dla debiutu. Dużo huku, dymu i chuj wie czego. Potem - czysta przyjemność. Pilot całego przedsięwzięcia, utwór "52" na najlepszym [obok "Świat Umiera"] bicie na albumie pozwala stwierdzić, że większość potknięć chłopaków to rzeczywiście kwestia sprzętowych ograniczeń. Mimo "błędów młodości", wygląda na to, że Najwyższa Instancja to nie koniec. Na pewno będzie następna, miejmy nadzieję, wyższa. Osobista sympatia - króciutki utwór, ukrywający się gdzieś w drugiej minucie 4 numeru na CD. Nie da się nie zauważyć, że kawałki piętnujące słabych MC wyzwalają w poznańskich składach optymalne umiejętności. Dla melomanów konfrontacja producentka Deep kontra Ośka ["Chyba Widziałem Kotka" - ten sam sampel co "Wilanów' OMP]. Osobna sprawa to "Skit", czyli lekcja poglądowa na temat "prawdziwych" graczy. Gratuluję trafnych spostrzeżeń. Zresztą tego typu atrakcji nie brak na płycie, pełna gama: od Pana Tadeusza księgi trzynastej po brazylijską telenowelę. 52 umiejętnie czerpie z tego co najcenniejsze w tradycji: Poznań. Nie należy jednak przeceniać wkładu lokalnych old-schoolowych brzmień w charakter i treść zespołu. 52 to znacznie więcej niż specyfika tej sceny. Dalece zaawansowany styl mojego rymowania - czyli technika, której nie można nic zarzucić, rymy, których nie można z innymi porównać [a więc coś nowego!]. Świeżość skojarzeń, nietypowych, czasem infantylnych, ale z całą pewnością inteligentnych to największa nadzieja jeśli chodzi o 52 i jeśli chodzi o lokalną scenę w ogóle. Miejmy nadzieję, że to nie pojedynczy zryw, ale... prawdziwe oblicza tylko poznańskiego rapu...
Y2K-Playa